W demokracji opozycja nie jest zagrożeniem.
Zagrożeniem jest władza, która zaczyna bać się pytań.
Nasz portal przez dłuższy czas milczał. Nie dlatego, że w gminie nic się nie działo. Raczej dlatego, że uznaliśmy, iż nie każdą lokalną potyczkę polityczną trzeba natychmiast komentować. Czasem lepiej zrobić krok w tył i pozwolić wydarzeniom mówić za siebie.
Ale są momenty, które trudno zostawić bez reakcji.
Takim momentem okazał się niedawny wpis wójta gminy Mszana Dolna, w którym pojawiła się dobrze znana z historii narracja o „dobrej władzy” i „złej opozycji”. To opowieść stara jak świat: władza przedstawia siebie jako rozsądną, odpowiedzialną i działającą dla dobra wspólnego, natomiast opozycja – ta, która zadaje pytania i patrzy władzy na ręce – bywa przedstawiana jako przeszkoda, problem albo źródło zamieszania. Czytaj: podła, nikczemna, zepsuta brakowało tylko w tekście żyd i mason.
Tego typu narracja pojawiała się w różnych czasach i miejscach. Zawsze działa według podobnego schematu: rządzący mają rację, a ci, którzy pytają o decyzje, dokumenty czy realizację obietnic, nagle stają się „winni” zamieszania szantażyści.
Dlatego właśnie ten wpis – paradoksalnie – zmotywował nas do powrotu. Bo demokracja nie polega na tym, że władza jest dobra, a opozycja zła. Demokracja polega na sporze, kontroli i zadawaniu pytań.
Bo w demokracji największym problemem władzy nie jest opozycja.
Największym problemem są pytania.
A skoro już jesteśmy przy pytaniach, to jedno z nich dotyczy sprawy, którą wójt sam nagłośnił w mediach społecznościowych.
Chodzi o zdjęcie notatki radnego z napisem „szantaż merytoryczny”.
Nowa teoria samorządu: merytoryka to szantaż
Wójt opublikował zdjęcie kartki z napisem „szantaż merytoryczny”, sugerując jakąś manipulację ze strony radnego Piotra Dola. Tylko że w całej tej historii pojawia się podstawowe pytanie: czego właściwie ma się obawiać władza, jeśli rozmowa ma być… merytoryczna?
W samorządzie radny ma prawo – a wręcz obowiązek – przygotować się do sesji, zebrać fakty, dokumenty i argumenty. Jeśli ktoś nazywa to „szantażem”, to może warto się zastanowić, czy nie chodzi po prostu o niewygodne pytania albo o wiedzę, która może paść publicznie na sesji.
Piotr Doll jest w samorządzie od lat i zna mechanizmy jego funkcjonowania. Naturalne jest więc, że przygotowuje materiały i argumenty na dyskusję. To nie jest żadna sensacja – to jest normalna praca radnego.

Dlatego zamiast robić medialną sensację wokół kartki z notatkami, warto byłoby po prostu odpowiedzieć na pytania i prowadzić normalną, merytoryczną debatę. Bo w demokracji mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dzieje się w ich gminie – a radni mają obowiązek te sprawy podnosić.
Na razie jednak mamy do czynienia raczej z kolejną facebookową żałosną, prostacką opowieścią polityczną, w której wszystko jest oczywiste: władza ma rację, a ci, którzy pytają – są problemem bo korzystają z notatek.
Bo kiedy władza zaczyna nazywać pytania „szantażem”, to znaczy, że ktoś zadał właściwe pytanie.
Cytat z wpisu wójta: „zrzut z ekranu z sesji Rady Gminy (Piotr Doll w trakcie wystąpienia ze ściągi)”.
W życiu publicznym korzystanie z notatek jest czymś zupełnie normalnym. Ksiądz podczas mszy czyta z mszału, premier wygłasza exposé z przygotowanego tekstu, prezydenci odczytują swoje przemówienia z kartki lub z telepromptera. Trudno sobie wyobrazić poważne wystąpienie publiczne bez wcześniejszego przygotowania i bez notatek.
Jeśli więc radny przygotowuje sobie materiały, zapisuje argumenty czy kolejność wątków, to forma przygotowania do wystąpienia. W gruncie rzeczy świadczy to raczej o tym, że ktoś traktuje debatę poważnie i chce mówić rzeczowo, a nie improwizować. „Zarzut o ‘ściągę’ brzmi mniej więcej tak poważnie, jak pretensja do kogoś, że jak był dzieckiem to chodził w pampersach.”
Bo gdy brakuje argumentów, zaczyna się szacherka.
To, co opublikował wójt, wygląda raczej na sprytną manipulację – zwykłą polityczną szacherkę. Gra na emocjach i próba obrzydzenia mieszkańcom tych, którzy ośmielają się zadawać pytania i patrzeć władzy na ręce. To stara metoda: zamiast dyskutować o faktach, buduje się narrację mającą zdyskredytować oponentów i adwersarzy władzy. W polityce to metoda dobrze znana: mniej faktów, więcej emocji.
